20. Mit okrągłego stołu

W 1989 roku nastąpił przełom. Polska, która była krajem socjalistycznym miała stać się państwem demokratycznym, a to za sprawą przewrotu dokonanego przez „Solidarność” i w konsekwencji obrad tak zwanego okrągłego stołu. Zmiana systemu miała nastąpić już wcześniej, ale ekipa rządząca z generałem Jaruzelskim na czele temu zapobiegła, wprowadzając krwawy stan wojenny. Tymczasem wszystko zależne było od ZSRR, gdy przyszła tam odwilż, gdy Gorbaczow dał zielone światło, gdy upadał ZSRR, a następnie mur berliński – było już wiadome, że socjalistyczne rządy u nas nie przetrwają, że będziemy mieli „nowe”. Tymczasem idea okrągłego stołu pokazuje, że wszyscy mają być równi w negocjacjach. Później następują wybory, które wygrywają opozycjoniści, dochodzą do władzy i… dzielą się władzą, a także nie próbują osądzić zbrodniarzy z czasów PRL. Mało tego, oni razem współpracują, a w następnej kadencji znowu dochodzą do władzy osoby związane jeszcze z PZPR. To tylko dobitnie ukazuje, że nie było u nas żadnego przełomu, gdyż osoby, które rządziły w czasach Polski Ludowej – zostały dalej „przy korycie”. Po wojnie w Norymberdze osądzono zbrodniarzy wojennych i urządzono denazyfikację kraju, tymczasem w Polsce po latach autorytarnych rządów, czasów stalinowskich, a następnie władzy generałów i stanu wojennego – dekomunizacja nie została wprowadzona, a nawet nie ujawniono słynnych teczek Służb Bezpieczeństwa, który ukazałyby, kto tak naprawdę był w opozycji, a kto kolaborował z komunistami. Niestety już się tego nie doczekamy, a osoby z rodowodem PZPR dalej istnieją we współczesnej polityce.